Niektóre komentarze do Bells from the Deep: Faith and Superstion in Russia (1993) – East European Film Bulletin

Werner Herzog jest zadeklarowanym wrogiem Cinéma Vérité. „Filmowcy Cinéma Vérité”, napisał w swojej Deklaracji z Minnesoty (1999), ” przypominają turystów, którzy robią zdjęcia pośród starożytnych ruin faktów.”Łączą fakty z prawdą. Podczas gdy sam Herzog przez całą swoją karierę wielokrotnie twierdził, że jego głównymi problemami są ” najskrytsze krajobrazy ludzi.”1 jego zdaniem film powinien być bardziej podobny do poezji niż do historii. Filmowiec nie powinien przedstawiać tego, co Herzog nazywa prawdą księgowego, który obrazuje krajobrazy zewnętrzne tylko dla samych krajobrazów, dla Faktów i rzeczywistości, dla etnografii i pamięci historycznej. Oczywiście filmowca powinno poruszyć poczucie sprawiedliwości lub odpowiedzialności wobec rzeczywistości. Ale, co ważniejsze, powinien pokazać, jak ten pozornie zewnętrzny krajobraz jest właściwie postrzegany jako odbicie wewnętrznego krajobrazu. Powinien opatentować, jak, Dlaczego, a przynajmniej to, że projektował swoje własne i / lub czyjeś ja w ten krajobraz. A także jak, bez najmniejszego lekceważenia rzeczywistości i samych faktów, mógłby, bawiąc się nimi i manipulując nimi, rzucić dodatkowe światło na te fakty i na swoje własne i/lub czyjeś przeznaczenie, oświetlając w ten sposób jakąś długowieczną ciemność ludzkiej duszy. Taki jest naturalny dar, jakim został obdarzony, a zatem jego prorocza misja: „wiem, że mam zdolność wyrażania obrazów, które tkwią głęboko w nas, że mogę je uwidocznić.”2

czy taka misja i aspiracje, które niesie, są naprawdę pożądane i mieszczą się w zasięgu filmowca, czy też same bzdury wyrastające z marzeń jakiegoś mistyka z epoki kamienia, pozostawiają czytelnikowi rozsądek do podjęcia decyzji. Ale to jest przypuszczenie recenzenta, że niewielu zaprzeczy, przynajmniej do pewnego stopnia, pewnej delikatności i fortuny w traktowaniu przez Herzoga pejzaży i obrazów w ogóle, a co najwyżej niektórych momentów, jak lubi mówić Niemiecki filmowiec, głębokiej wnikliwości i ekstatycznej prawdy (połączenie słów, które recenzent ma tendencję do interpretowania jako oznaczające coś w tym stylu: „Obrazy o tak surowym i dzikim pięknie, o tak gorączkowej i bezwzględnej żarłoczności, że nie można się powstrzymać od wpatrywania się w ekran z szeroko otwartymi oczami i ustami, zdumionych i przerażonych jednocześnie istnieniem kosmosu.”Teraz, jak zinterpretować wyrażenia” surowe i dzikie piękno ” i „gorączkowa i bezwzględna żarłoczność”, to każdy zgaduje).

cokolwiek by nie było, to był główny cel Herzoga. Jego filmy prezentują przede wszystkim jego własną, stylizowaną wizję rzeczy. Ale trzeba też pamiętać, że choć Herzog jest absolutnie nieugięty w swoich poszukiwaniach i zrobi wszystko, co w jego mocy, aby zrealizować swoje wizje, nie wydaje się, aby traktował siebie ani życie w ogóle zbyt poważnie. I ta ironiczna, niemal klaunowska strona jego przeciwwagi równoważy jego drugą ciężką stronę.3

Herzog zyskał więc reputację nie tylko megalomana, który przekroczy wszystko lub kogokolwiek, kto przekroczy jego ścieżkę, wylesiając całe zbocze Amazonii, aby garstka Indian wciągnęła parowiec lub grożąc, że wpakuje Ci pięć kul w plecy, zanim dotrzesz do następnej rzeki, jeśli odważysz się opuścić plan przed ostatnim ujęciem filmu, ale także rażącego kłamcę i fałszerza, który fałszuje licencje na filmowanie pod podpisami prezydentów Peru lub Birmy lub może wstawić Pascalian pseudo-cytaty na początku jego filmów dokumentalnych, aby przenieść cię poza sfera zwykłego reportażu od samego początku. Dzwony z głębin najprawdopodobniej zostaną zapamiętane (jeśli w ogóle zostaną zapamiętane) jako film, do którego Herzog zatrudnił parę pijaków z jakiegoś pobliskiego miasta, aby stali przed pielgrzymami czołgającymi się po cienkim warstwowym lodzie jeziora Svetloyar, szukając wizji zatopionego miasta Kitezh, jednego z nich tak pijanego, że faktycznie zasnął z twarzą przyklejoną do lodu, dając w ten sposób wrażenie głębokiej medytacji. (Jest to w rzeczywistości jedyna anegdota, którą recenzent wielokrotnie czytał w całej skąpej literaturze dotyczącej filmu). Ale na pytanie, czy tego rodzaju filmowanie można uznać za oszustwo, Herzog odpowiada:

Bells from the Deep jest jednym z najbardziej wyraźnych przykładów tego, co mam na myśli, Kiedy mówię, że tylko poprzez wynalazek, fabrykację i inscenizację można osiągnąć bardziej intensywny poziom prawdy, którego inaczej nie można znaleźć. Wziąłem „fakt” – że dla wielu ludzi to jezioro było miejscem spoczynku zaginionego miasta-i bawiłem się „prawdą” sytuacji, aby osiągnąć bardziej poetyckie zrozumienie.

i trochę dalej:

w pewnym sensie scena pijanych poszukiwaczy miast jest najgłębszą prawdą o Rosji, ponieważ dusza całego kraju w jakiś sposób potajemnie poszukuje zaginionego miasta Kiteż. Myślę, że scena wyjaśnia losy i duszę Rosji bardziej niż cokolwiek innego, a ci, którzy wiedzą o Rosji najlepiej, sami Rosjanie, uważają, że ta sekwencja jest najlepsza w całym filmie. Nawet kiedy mówię im, że to nie pielgrzymi na lodzie, to ludzie, których zatrudniłem, nadal to kochają i rozumieją, że scena uchwyciła jakąś ekstatyczną prawdę.4

teraz jest to dosadne stwierdzenie co do licencji udzielonych mu przez wiarę, którą ma we własnym wizjonerskim stanie, coś, z czego ludzie niekoniecznie będą zadowoleni (jak to może miało miejsce, gdy został postrzelony z pistoletu airsoftowego podczas wywiadu w L. A.?). Ale fakt, że bierze tego rodzaju licencje, a także fakt, że to, co Herzog próbuje przedstawić, to wewnętrzny krajobraz, nie są powściągliwe dla dzwonów z głębi. Te fakty są w rzeczywistości wspólnym mianownikiem każdego filmu, który nakręcił, i tylko czuje się zmuszony je tutaj wskazać, ponieważ są to dwa podstawowe przesłanki, o których każdy, kto ma do czynienia z którymkolwiek z filmów Herzoga, powinien być świadomy. To, co ten recenzent uważa za najbardziej niezwykłe w Bells, to raczej: a) to, że jest to jeden z niewielu filmów Herzoga, który nie skupia się na jednym głównym bohaterze, a co więcej, o ile ten recenzent wie, że jedynym, w którym wewnętrzny krajobraz próbował zobrazować, jest krajobraz całego kraju, oraz b) to, w jaki sposób film przedstawia rosyjską duszę, jest całkowicie nie narracyjny (więcej na tej infrze). Obie te cechy są również związane z tematem filmu, jakim jest, jak mówi jego podtytuł, wiara i przesądy w Rosji.

tak więc pierwszą rzeczą, która uderza każdego, kto minimalnie zna filmy Herzoga, gdy ogląda Bells, jest to, że jak Fata Morgana, Ballada o małym żołnierzu, Wodaabe, lekcje ciemności, Koło Czasu, spotkania na końcu świata czy Jaskinia zapomnianych snów, film nie jest o konkretnej jednostce, ale o ich garści, a przede wszystkim o jakimś (nie-geograficznym) miejscu. W przeciwieństwie do żadnego z tych filmów, Bells ma ambicję „ukazania duszy całego narodu.”5 Jak na ironię, jeśli chodzi o indywidualność, naród, o którym tu mówimy, od 1917 r.do 1989 r. stał się kwestią Państwa, aby wymazać każdą formę indywidualności. Pomyślcie o radykalnie wolnej i antyspołecznej duszy, takiej jak Timothy Treadwell vel Grizzly Man: gdyby był na stepach Rosji, a nie na Alasce w tamtych czasach, prędzej wylądowałby w gułagu niż w żołądku niedźwiedzia. Motywacje socjopaty, takiej jak Treadwell, do ucieczki od społeczeństwa, są podobne do tych, które prowadzą cały kraj, taki jak Rosja, do oddzielenia się od reszty świata i narzucenia swojego własnego ascetycznego stylu życia na masową skalę. Trzeba dużo wiary, żeby się tak zachowywać. Ale to właśnie, i nieco paradoksalnie, stara wiara i tradycje Rosji, z którymi Sowiecki reżim bardziej żmudnie walczył. Trudno więc nie sądzić, nawet dla kogoś, kto nie zna gustów i obsesji Herzoga, że przesłaniem takiego filmu, wydanego cztery lata po upadku Muru Berlińskiego, byłoby to, że takie irracjonalne cechy, jak wiara i zabobon, są podstawowymi siłami, które sklejają się (a może ostatecznie umożliwiają?) takiego pozornie i pozornie racjonalnego stanu, jak ten, który domaga się poświęcenia dobra jednostki dla abstrakcyjnego, wspólnego dobra.

ale kolejna rzecz, która uderza widza, to sposób, w jaki taki obraz jest przedstawiany. Pozostajemy sami, bezradni, przed sekwencją czy pakietem scen pozbawionych jakiejkolwiek narracji. Herzog nie mówi, oprócz dubowania rosyjskiego. A intertitle, które wprowadzają nas (kiedy to robią) w różne postacie, miejsca lub rytuały, działają bardziej jako naruszenie niż jako połączenie między nimi. Postacie, miejsca i rytuały tworzą raczej rodzaj mozaiki lub kolażu. Mozaika, w której niektóre postacie lub miejsca są obdarzone wielkim znaczeniem, podczas gdy większość innych pojawia się tylko raz, czasami w sekwencjach krótszych niż pięć minut. I wciąż pojawiają się pewne postacie i miejsca. Tak więc film otwiera się obrazem dwóch pijanych pielgrzymów pełzających po zamarzniętym jeziorze, ale nie dowiemy się, kim są (lub kim mają być), dopóki nie dowiemy się, jak legendy i cuda otaczające miasto Kitezh i jego pielgrzymów pojawiają się na scenie dopiero w drugiej połowie filmu. A ten facet, Vissarion – były policjant, który uważa się za reinkarnację Chrystusa i który do tego czasu był zajęty tworzeniem wciąż trwającej sekty eko-wegańskich ascetów-wraz z niektórymi jego zwolennikami, pojawia się w kilku scenach w pierwszej połowie filmu wyjaśniając swoją doktrynę miłości – bliźniego-i-Matki-Ziemi-jako-Twojej-miłości-siebie samego, a następnie zamyka film błogosławieństwem dla wszystkich i zwolnionym ruchem zamykając ręce, które przykleją się do Twojej pamięci. Ale jest tylko jedno ujęcie uzdrowiciela wiary, który uczy, jak oczyszczać wodę przed Teatrem pełnym po brzegi; lub czarnoksiężnika, który egzorcyzmuje niektóre kobiety w szkolnej sali gimnastycznej; lub egzorcyzmów złych duchów praktykowanych przez szamana dla rodziny koczowników gdzieś w tajdze; lub mieszkańców jakiegoś miasta (nie wiemy, które) dzielącego, w sposób podobny do rynku, wiadro pełne konsekrowanej wody; lub artysty sierot i dzwonników Yuri Yurevitch Yurieff; lub jakiegoś mongolskiego artysty, który śpiewacy gardłowi… i tak dalej i tak dalej. Warto też wspomnieć o sposobie, w jaki powstał film, że choć wyraźnie przedstawia on swoją konstruktywną naturę (tj. fakt, że jest fabrykacją) i niemal tak, jakby był parodią Cinémy Vérité, to jednocześnie (paradoksalnie, jeśli się chce) sprawia wrażenie całkowicie obiektywnego, nie ingerującego w rzeczywistość, którą wystawia naszym zmysłom.

i tak by się okazało, że to, co Herzog uważał za ekstatyczną prawdę o Rosji, to ta chaotyczna mozaika, czyli mieszanka, w której prawie niemożliwe jest odróżnienie prawdziwej wiary od zwykłego przesądu. Albo, mówiąc to lepiej: że myślał, że najlepszym sposobem na reprezentowanie tak rozmytej granicy między wiarą a przesądem jest tak pozornie chaotyczna mieszanka. I musiał też myśleć, że rosyjska dusza tak prosto oddaje się w taką mozaikę, że nie ma potrzeby dodawania komentarzy. Co więcej: właśnie dlatego, że uważał wiarę i przesądy za głębokie korzenie rosyjskiej duszy i za siły, które związały i nadal łączą naród (te telluryczne siły stanowiące być może rzeczywisty powód, dla którego Rosja miała być pierwszym miejscem, które poważnie podjęło próbę realizacji idei komunistycznej?), a ponieważ takie siły z definicji wykraczają poza rozum, należało wykluczyć strukturę narracyjną filmu, ponieważ narzucanie narracji to narzucanie formy porządku, a zatem rozumu.

czy Herzog rozumował w ten sposób podczas montażu filmu, cóż, trzeba by zapytać faceta. Ale, niezależnie od prawdy tej hipotezy strukturalnej, trzeba przyznać, że film w jakiś sposób przekazuje tę samą wizję Rosji, którą Rosjanie od dawna o sobie trzymali. Por. na przykład słowa poety Tyutczewa cytowane przez Chrześcijańskiego egzystencjalisty Berdyajewa: „Rosji nie należy rozumieć przez procesy intelektualne. Nie można jej mierzyć za pomocą zwykłej miary, ona ma własną formę i postawę: można wierzyć tylko w Rosję.”6 teraz znowu możesz, ale nie musisz myśleć, że ta mistyczna idea Rosjan o domniemanej rosyjskiej duszy jest czystym gównem. Nie o to chodzi. Faktem jest, że od dawna go trzymają i nadal go trzymają (pomyślcie np. o nowych prądach nacjonalizmu, które pod szyldem słowiańskiego Neopaganizmu zaczęły rozkwitać, co ciekawe, rok po premierze filmu). To, co zrobił Herzog, jest tym, co robi najlepiej: przedstaw nam portret szaleństwa i obsesji z najwyższego szacunku-nie czcząc szaleństwa, nie gardząc nim, ale traktując go z dokładną dawką humoru, na którą zasługuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.